RELACJE_11 Oblot PZL P-11 finałem czerwca 2021 - MOJE LOTNICZE RC HOBBY

Latamy modelami RC we Włocławku
Przejdź do treści
Oblot PZL P-11 finałem czerwca 2021


29 czerwca 2021 roku Tomek zapamięta zapewne jako dzień pełen emocji i wielkiej frajdy. Tytułem wstępu warto powiedzieć, że PZL P-11 to pierwszy konstrukcyjny (rozpiętość skrzydeł 2m i waga do lotu 5,5 kg) model  Tomka, w dodatku pierwszy z napędem benzynowym (NGH GT25), którego Tomek jak dotąd doświadczył jedynie podczas trzech lotów modelem Carbon Cub. Jako nowicjusz w tym obszarze modelarstwa lotniczego Tomek długo przygotowywał się na realizację pesymistycznego scenariusza, co opóźniło o kilka miesięcy pierwszy start modelu i było wodą na młyn naszej sympatycznej, lotniskowej „loży szyderców”.

Patronem i dobrym duchem projektu był Wiesiu, którego rozsądne podpowiedzi zdecydowały między innymi, że model od początku nie miał ambicji bycia makietą (to zbyt wiele jak na początkującego budowniczego), tylna płoza została zastąpiona kółkiem (co poprawiło start z asfaltowego pasa), a pierwszy lot modelu odbył się jeszcze przed jego pomalowaniem.

Oczywiście nie obyło się bez problemów i to już przed startem. Po zatankowaniu zbiornika ujawnił się jakiś nieprzewidywany wyciek paliwa. Były problemy z uruchomieniem silnika, a wynikały z błędu pilota (Tomka), który po pierwszym rozruchu wyłączył przełącznikiem nadajnika zasilanie zapłonu i przełącznik pozostawił w pozycji OFF. Potem silnik pracował bardzo nierówno, co z kolei ujawniło trudności w dostępie do elementów jego regulacji. Wreszcie odkryto, że sprężyna amortyzująca podwozia spadła z zaczepu powodując utratę jego sztywności.

Dość powiedzieć, że tylko dzięki pomocy i wsparciu kolegów Marcina, Marka, Piotr, Zbyszka i oczywiście Wiesia po trzech godzinach walki udało się wykonać dwuminutowy „lot szczęścia”.

Myślę, że lot wypadł nieźle. Start modelu był zaskakująco płynny, a model był dobrze wyważony. Niestety silnik nadal pracował nierówno. Pewnie wymaga lepszej regulacji, skrócenia rury wydechowej, uboższej mieszanki. W powietrzu model mocno ściągało w lewą stronę wskutek zbyt małego wykłonu silnika, a ster wysokości miał nieco za duże wychylenia. Wreszcie po dwóch minutach lotu skończyło się paliwo zmuszając pilota do awaryjnego lądowania na trawie – niestety pechowo akurat w miejscu gdzie w trawie ukryte były wielkie dziury (może po dzikach) i krecie kopce, co zakończyło się kapotażem. Szczęśliwie uszkodzeniu uległy tylko dwie wręgi z półką do której przykręca się skrzydło.
Teraz, po pierwszym doświadczeniu z modelem, Tomek ma do wykonania trochę prac serwisowych w celu usunięcia ujawnionych mankamentów oraz przy wykończeniu modelu. Celem głównym prac jest znacząca poprawa stosunku czasu lotu do czasu przygotowywania modelu do lotu. Jesteśmy dobrej myśli.

Do zobaczenia na lotnisku.
Wróć do spisu treści